PL | EN
© by MS Films | CMS by JAAZ


2009.12.02 WYDRA O KRÓLIKU, CZYLI PRODUCENT O PRODUKCJI

Źródło: www.independent.pl/n/9563

O pracy nad filmem "Królik po berlińsku" opowiada Anna Wydra - producentka filmu.

Film trafi na ekrany kin 4 grudnia.

Zuza Mierzejewska : Jak doszło do realizacji filmu „ Królik po berlińsku” i Twojej współpracy z reżyserem filmu - Bartkiem Konopką?

Anna Wydra : Z Bartkiem Konopką poznaliśmy się w 2004 roku, na planie teatru telewizji „Sceny z powstania”. Potem spotkaliśmy się w Szkole Andrzeja Wajdy, gdzie zaproponowano mi pokierowanie produkcją filmu Bartka – „Trójka do wzięcia”. Operatorem był Piotr Rosołowski. Okazało się, że bardzo dobrze nam się razem pracuje. Myślimy w bardzo podobny sposób o filmie. Szukamy niekonwencjonalnych rozwiązań, najważniejszy dla nas zawsze jest obrazek, to co będzie widoczne na ekranie. Przy „Trójce do wzięcia” udało nam się zrealizować wszystkie założenia artystyczne mimo ograniczonego budżetu. Najważniejsze, że w bardzo miłej i przyjacielskiej atmosferze. Następnie Bartek i Piotr poprosili mnie, żebym zajęła się ‘ królikami’. Oczywiście zgodziłam się, trudno było odmówić.


Z.M : Jak wyglądała praca nad scenariuszem?

A.W : Autorzy przedstawiając mi projekt mieli już ogólny zarys scenariusza. Mieliśmy już także niektórych bohaterów, był to 2006 rok. Prowadziłam rozmowy z potencjalnymi partnerami, składałam wnioski w celu zamknięcia budżetu, natomiast w międzyczasie pracowaliśmy nad scenariuszem, przede wszystkim Bartek i Piotrek. Dawałam swoje uwagi, ponieważ to też jest rolą producenta. Pod koniec 2007 roku skończyliśmy zdjęcia. Następnie przeszliśmy do montażu, który realizował Mateusz Romaszkan. Wtedy okazało się, że założenia jakie przyjęliśmy w pierwotnym scenariuszu nie sprawdzają się do końca. Film zbudowany z wypowiedzi ludzi, którzy pamiętają króliki gdzieś jako całość ‘nie trzyma’. Wtedy ja i Mateusz włączyliśmy się w pisanie scenariusza. W czwórkę przewróciliśmy go do góry nogami.

Z.M : Co w takim razie zmieniło się w scenariuszu?

A.W : Przede wszystkim uległa zmianie ilość wykorzystanych materiałów archiwalnych, zostało to narzucone w montażu. Miało być 10 minut archiwów, czyli 1/5 filmu a ostatecznie jest około 35 minut materiałów archiwalnych.
Zmiana koncepcji wymagała ode mnie jako producenta analizowania sytuacji na bieżąco. Archiwa są jednym z najdroższych materiałów. Realizowaliśmy zdjęcia tanio, ale bez uszczerbku na zdjęciach. Oszczędzaliśmy na wszystkim, ale nie oszczędzaliśmy siebie, np. ja jeździłam samochodem ze światłemJ. Mieliśmy budżet ok. 220 tys. Euro, na dokument to jest naprawdę super! Jednak nie wiedzieliśmy co nas czeka, a spodziewaliśmy się, że ‘króliki’ mogą nas zaskoczyć. Dlatego staraliśmy się robić wszystko jak najtaniej. Nie wiadomo było co się jeszcze może wydarzyć, czy będzie jakaś dokrętka czy nie.
W kwietniu 2008 roku pojechaliśmy jeszcze raz do Berlina żeby dokończyć zdjęcia. Na miejscu doszliśmy do wniosku, że trzeba przemyśleć wszystko jeszcze raz. Zadawaliśmy sobie pytania, np. dlaczego powstał system, dlaczego trwał oraz jak to przekłada się na króliki. Wiadomo przecież, że interesowało nas coś więcej niż same króliki.

Z.M : Z tego co mówisz wynika, że ważna jest dla Ciebie ekipa, z którą pracujesz, atmosfera. Czy znaliście się wcześniej z Piotrem, jak wyglądało kompletowanie ekipy?

A.W : Atmosfera jest jednym z najważniejszych elementów pracy nad filmem! I sam projekt oczywiście. Bardzo ważne jest dla mnie to, że gdy podejmuję jakiś projekt, muszę się w nim ‘zakochać’. Ponieważ jest to ‘długoterminowy związek’ i jak razem zacznie się coś robić to nie można zdradzić w połowie. Choć parę razy zdarzyło mi się, że na samym początku wycofałam się, ponieważ coś nie grało.
Ważne jest jeszcze to, a może najważniejsze, że absolutnie muszę rozumieć się z reżyserem, w związku z projektem i też tak normalnie, ludzko. Bez tego nie umiem pracować, ponieważ ja nie pracuję mechanicznie, nie skończyłam studiów filmowych, nie znam wszystkich zasad. Działam bardzo intuicyjnie i emocjonalnie. Do tego potrzebuję mieć partnera, z którym się rozumiem, musi być jakaś chemia, wzajemne zrozumienie. Trzeba też się nawzajem szanować i odbierać na tych samych falach. Całą ekipę staram się dobierać na podobnych zasadach.

Z.M : Jak doszło do współpracy z Maciejem Cieślakiem, który skomponował muzykę do filmu? Czyj to był pomysł?

A.W : Był to pomysł Mateusza Romaszkana, który wcześniej współpracował z Maćkiem. Oczywiście brałam udział w podejmowaniu decyzji, czy ma być to Maciej, słuchałam jego muzyki. Ostatecznie Mateusz i Bartek spotykali się z Maciejem, myślę że bardzo owocnie. Jesteśmy z tej współpracy bardzo zadowoleni. Podczas pobytu w Kanadzie na Hot Docs Festival publiczność pytała jak udało się nam znaleźć muzykę, która tak odzwierciedla atmosferę czasów, tak cudownie podąża za chronologią zdarzeń. Odpowiedziałam, że skomponował ją Maciek, który niesamowicie to wyczuł.

Z.M : Czytałam, że film realizowaliście aż cztery lata, co sprawiło że zajęło to aż tyle czasu, czy były problemy z budżetem?

A.W : Dla mnie były to trzy lata pracy nad filmem, dla chłopaków ponad cztery. Pierwszy rok, 2 lata to było głównie research, szukanie bohaterów. Piotrek zaczął drążyć temat wcześniej, na studiach w Kolonii. Sam temat podrzucił chłopakom
Marcel Łoziński, na kursie w szkole Andrzeja Wajdy. Za co jesteśmy bardzo wdzięczni.
Samo zamknięcie budżetu zajęło nam nie bardzo dużo czasu, ponieważ w ciągu roku odkąd dołączyłam do projektu weszliśmy w fazę zdjęć, mimo złożonej struktury finansowania (siedem telewizji, pieniądze z Media i z PISF-u) . Najtrudniejszy był ostatni rok, 2008. Pokazał nam , że to myślenie, które mieliśmy na początku nie sprawdza się do końca, trzeba szukać innej formuły. Dopiero wtedy doszliśmy do wersji, która była dla nas satysfakcjonująca. Czas montażu materiałów archiwalnych to była bardzo intensywna praca. W okresie między listopadem a kwietniem 2008 szlifowaliśmy film. Rozpoczęliśmy pracę z Michałem Ogórkiem nad komentarzem Bardzo zależało nam, aby film był dopracowany, w każdym szczególe. Nad finalnym obrazkiem czuwali Mateusz Romaszkan i Grzegorz Korczak (ten drugi z Valium4Kids). Nad udźwiękowieniem Franciszek Kozłowski z Ucho Studio. Z Maćkiem Cieślakiem spotkaliśmy się na początku 2009 roku i ok. 2 miesięcy trwała praca nad muzyką i dźwiękiem..

Z.M : Jaki był główny zamysł obsadzenia Krystyny Czubówny w roli narratora?

A.W : Chcieliśmy jak najbardziej podbić, że jest to film przyrodniczy i Bartek wpadł na pomysł żeby poprosić Panią Krystynę o udział w naszym projekcie. Mamy taką satysfakcję, że udało nam się stworzyć film, który można czytać zarówno na poziomie czysto przyrodniczym, czyli po prostu o losie królików w Berlinie, a także na metaforycznym poziomie, ogólnie rozważań na temat systemu. Szukaliśmy narzędzi które pozwolą nam to uzyskać.

Z.M : Jakie były reakcje na ten film, na takie ujęcie tematu, przy doborze ekipy, szukaniu sponsorów etc?

A.W : Ten projekt jest bardzo łatwy do sprzedania. Albo ktoś wchodził od razu albo wcale. Nie było sytuacji gdzie dyskutowaliśmy, nigdy nie próbowałam nikogo przekonać, czarować. Była cała masa ludzi, która podchodziła do tematu sceptycznie. Nie wierzyła, że może się udać. Już na poziomie samego pomysłu było to abstrakcyjne. Tak samo było wśród bohaterów, których mieliśmy w filmie. Ludzie dziwili się czemu chcemy w taki sposób ująć temat Muru Berlińskiego. Czasem obawiali się czy ich nie ośmieszymy. Oczywiście to nie było niczyją intencją, bo jeżeli ich byśmy ośmieszyli to i siebie, naszych rodziców.

Z.M : Jaki był odbiór filmu, czy są różnice w reakcjach publiczności w Polsce i np. Niemczech?

A.W : W Niemczech nie mieliśmy jeszcze szczęścia do spotkania się z publicznością. Dziwny jest los tego filmu, cały czas nam płata figle, dzieje się wszystko to co normalnie się nie dzieje (śmiech). Jednak z moich obserwacji wynika, że różnice są. Zauważyłam, że my ‘ze wschodu’ odbieramy ten film bardziej do siebie, utożsamiamy się z tym królikami. Widzę to po rozmowach z publicznością, zastanawiamy się na ile nas to dotyczy. Z kolei gdy byłam w Kanadzie, to odniosłam wrażenie, że głównie padały ogólno-systemowe pytania. Natomiast wracając do tematu Niemiec to odpowiedzią na to pytanie, może być fakt, że film tam jeszcze nie zaistniał, na żadnym festiwalu, nie jest tam żadnym wydarzeniem.
Fakt, że mamy niemieckiego koproducenta i ja się bezpośrednio do tego nie przykładam, wiec generalnie trudno mi powiedzieć dlaczego tak jest. Pewne jest natomiast, że to się zmieni, pracujemy już nad tym.

Z.M : Jak doszło do koprodukcji polsko – niemieckiej?

A.W : Początkowo mieliśmy trzy niemieckie telewizje. Poprosili, że skoro wykładają tyle pieniędzy, to czuli by się o wiele lepiej gdyby był koproducent z Niemiec. Dla mnie było to ok., ponieważ większość wydatków mieliśmy właśnie w Niemczech. W konsekwencji zostaliśmy sobie przedstawieni z Heino Deckertem, który zgodził się na współpracę, choć bez większego entuzjazmu.

Z.M : Jaki jest następny projekt, nad którym pracujecie?

A.W : Robimy pełen metraż Bartka , pod tytułem „Lęk Wysokości” z Marcinem Dorocińskim i Krzysztofem Stroińskim w rolach głównych. Produkuje go Studio Munka.
Znam ten projekt od pierwszych wersji treatmentu, już
w Berlinie Bartek dużo o tym myślał. Szukaliśmy formuły jak to zrobić, żeby zrobić to razem i ostatecznie będę drugim reżyserem na planie w tym projekcie.


Rozmawiała Zuza Mierzejewska